Polsko-fińskiej przyjaźni ciąg dalszy

11-07-2014

Zamknij
photophoto

W ubiegłym roku braliśmy udział w organizacji Air & Motor Show Live w Helsinkach, gdzie największą atrakcją był backflip FMX nad przelatującym Extra 300 SR. Emocje i adrenalina na najwyższym poziomie. Ale – jak wiadomo – adrenalina uzależnia i wymaga coraz więcej. Zaczęliśmy więc myśleć…

W ostatni weekend czerwca w Lappeenranta, mieście położonym w południowo-wschodniej Finlandii, odbył się wyjątkowy event motoryzacyjny. W ciągu trzech dni trwania Unlimited Racing Festival, pokazy supersamochodów, bolidów Formuły 3, Nascar, ATV, Crosskarts,  akrobacje FMX i samolotów Fouga obejrzało kilkadziesiąt tysięcy widzów. Jednak nic nie wzbudziło tyle emocji, co nowe – szalone! – przedsięwzięcie.

Wyzwanie: skok samochodem nad przelatującym samolotem

Główni Aktorzy: Martin Sonka – Extra 300 SR, Marek Rejman – Mini Cooper One

Wymyślić skok można w sekundę, jednak zaplanować go tak, by się udał, to już zupełnie inna sprawa.

Przygotowania trwały miesiącami, trajektorię lotu Mini obliczono z matematyczną precyzją. By pokonać 12 metrów dzielące kicker (najazd) od lądowania, samochód musiał poruszać się z prędkością dokładnie 51 km/h. Różnica 2-3 km mogła zakończyć samochodową ewolucję na kadłubie przelatującego samolotu. By osiągnąć wymaganą prędkość, przez 1,5 godziny robiono pomiary we współpracy z fińską policją. Emocje były tak wielkie, że nie zawsze na liczniku Marka Rejmana utrzymywało się oczekiwane  51. A to tylko początek…

Martin Sonka miał równie wymagające zadanie – zmieścić ponad ośmiometrowy Extra 300 SR w przestrzeń o szerokości 12 m. Lecąc niespełna 2 metry nad ziemią. Przy prędkości 180 km/h. I to w idealnym momencie, kiedy Mini One będzie w szczytowym punkcie trajektorii skoku. Proste, prawda? :)

Przeprowadzono jedną próbę bez samolotu. Skok był udany, lądowanie twarde. Zakończył się też żywot jednego z dwóch Mini Cooperów, które były przeznaczone do tego przedsięwzięcia. Podczas lądowania przeciążenia oddziałujące na samochód były tak duże, że dziś nadaje się on już tylko do muzeum motoryzacji, jako dowód przedsięwzięcia.

Mamy więc już tylko jeden samochód. Jedną – ostateczną – próbę. Poziom adrenaliny – niemierzalny.

I… DONE! Udało się! Pierwszy skok samochodem nad przelatującym samolotem zakończył się sukcesem!

Idealna synchronizacja w czasie. Ledwo ponad 1,5 metra między konstrukcją rampy a skrzydłem samolotu. Mini zawieszony tylnymi kołami 4 m nad ziemią. To trzeba po prostu zobaczyć!

Ale adrenalina chce więcej… co będzie za rok? :)

Więcej